Po
traumatycznym przeżyciu okołodefloracyjnym, Kunegunda długo nie mogła dojść do
siebie. Miała do domu bardzo daleko, azaliż gdyż działka Ardiana była usytuowana
na obrzeżach jej rodzinnej malowniczej miejscowości Tumidaj. Gdy już doszła,
bardzo bolały ją stopy, gdyż nabawiła się odcisków, a jej dziewicze serce też
bardzo bolało , gdyż – choć bardzo chciała – nie została rozdziewiczona.
Postanowiła zwierzyć się ze swojego nieszczęścia ojcu Lesławowi, bądź ojcu
Tymoteuszowi. Poszła więc do salonu, bo spodziewała się, iż znajdzie ich w salonie,
jednakowoż to, co ujrzała, przyprawiło ją o dreszcze oraz przerażenie. Był tam
sam Lesław… Był sam, ale nie do końca. Miał obok siebie wagon chusteczek
higienicznych oraz 59 pudełek czekolady. Po chwili bacznych obserwacji,
Kunegunda spostrzegła, że Lesław płacze:
- Czemu płaczesz? Ojcze, co się stało? –
zapytała, jak tylko spostrzegła – Gdzie mój ojciec Tymoteusz?
Lesław
spojrzał Kunegundzie głęboko w oczy, zagryzł czekoladą, otarł policzki chusteczką
po czym wyznał:
- Twój ojciec zostawił mnie dla kobiety.
Gdy
Kunegunda usłyszała dramatyczne wyznanie Lesława, ogarnął ją tak wielki smutek,
jak w chwili, gdy okazało się, że NIE nie działa w czasie gry wstępnej. A w Internecie
obiecywali, że działa. Zapłakała rzewnie, podeszła do ojca i objęła go z
miłością, a także wielkim współczuciem:
- Ojcze, ale jak to? Z kobietą? To obrzydliwe!
Jak on mógł? Po tylu latach szczęśliwego związku?
Lesław otarł
łzy i powstał. Spojrzał na Kunegundę tak, jak jeszcze nigdy na nią nie spojrzał
oraz rzekł:
- Co Ty możesz rozumieć… heterycka świnio?
Kunegunda
zamarła. Nie wiedziała, co to znaczy „heterycka świnio”, ale czuła, że nic
dobrego. Nie miała pomysłu, co odpowiedzieć, więc obróciła się na pięcie oraz
zabrała się i poszła. Wychodząc uderzyła w drzwi, gdyż w stresie zapomniała, iż
przed wyjściem powinna je otworzyć. Dotarła do swojego pokoju cała roztrzęsiona
oraz zapłakana. Padła na łóżko, jak kłoda, jednakowoż go nie złamała, azaliż
gdyż ważyła tyle, co worek cementu. Po dwóch godzinach przestała płakać, bo stwierdziła,
iż nie ma co płakać, gdyż jednakowoż trzeba zacząć działać. Czym prędzej wzięła
swój telefon już komórkowy i zadzwoniła do ojca Tymoteusza:
- Słucham? – Tymoteusz odebrał, bo co miał nie
odbierać. Barwa jego głosu sugerowała, iż jest bardzo hepi szajni. Kunegunda nie
była hepi szajni i nie zamierzała tego ukrywać:
- Tato! – załkała w swej rozpaczy oraz żalu –
Jak mogłeś zostawić tatę? Dla kobiety? Co cię do tego skłoniło?
- Droga Kunegundo – rzekł Tymoteusz ze spokojem,
choć prawdopodobnie wcale nie powinien być spokojny – Ty najlepiej powinnaś
wiedzieć, że lepszy cyc niż nic…
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz