Kunegunda
urodziła się, gdy nie miała nawet roku. Drobne niemowlę ważące niespełna 6,5 kilo,
od pierwszych chwil życia było oczkiem w głowie swojego ojca Jaromira Gąbki i
wielkim rozczarowaniem swojej matki Bronisławy Gąbki, azaliż gdyż miała być
spóźnioną miesiączką. Na miesiączkę, która to miesiączka okazała się Kunegundą,
Bronka czekała dziewięć miesięcy. Gdy w końcu miesiączka nadeszła, ku wielkiemu
rozczarowaniu Bronisławy, okazała się wyciekiem wód płodowych. Kobieta nie była
gotowa na macierzyństwo. Nie chciała zostać matką. Chcąc nie chcąc – została,
bo i cóż miała uczynić. Jej nieodżałowanej pamięci mąż ( bo wkrótce stał się
nieodżałowanej pamięci mężem ) bardzo entuzjastycznie przyjął wiadomość, że
został ojcem. Był upalny letni dzień, kiedy w jego dwupokojowej willi, w
malowniczej miejscowości Tumidaj, rozbrzmiał sygnał telefonu jeszcze
niekomórkowego. Jaromir – zwany przez proboszcza swej parafii pod wezwaniem
Matki Boskiej Trójpalczastej Kazimierza Fircyka Dżeronimo – w pierwszej chwili
poczuł lekkie zdenerwowanie, a także podniecenie – Pewnie komornik – pomyślał.
Wahał się, ale odebrał telefon jeszcze niekomórkowy:
- Czy mam przyjemność rozmawiać z Jaromirem
Gąbką? – raptownie zapytał tajemniczy głos.
- Hmmm – zastanowił się Jaromir i czym prędzej
odmyślał, że to komornik. Pomyślał nawet, że to na pewno nie jest komornik.
Jedyny komornik, którego znał, a znał go dość dobrze, gdyż odwiedzał dom Gąbków
tudzież Gąbek średnio 169 razy w roku, w przeciwieństwie do głosu tajemniczego,
był głosem młodego katechety – Tak, to ja – rzekł po 20 minutach głębokiego namysłu
– Po tej stronie ja, a po drugiej kto? Bo na pewno nie komornik.
- Renata Niepókaj po tej stronie – odrzekł głos
tajemniczy – Pragnę Pana zawiadomić, iż został Pan ojcem.
Serce
Jaromira zadrżało dokładnie tak, jak wtedy, gdy dowiedział się, iż jego ojciec Bonawentura
Gąbka kupił świetnie prosperujący sklep z rurami odpływowymi „Paszoł won.”
- Naprawdę??? – zapytał z niedowierzaniem,
gdyż niedowierzał – To nieprawdopodobne! Kto jest szczęśliwą matką? – dopytał dla
pewności, bo pewnym jednakowoż bardzo dobrze być.
- Szczęśliwa to ona nie jest – oświadczyła Renata
Niepókaj i wzięła łyk kawy Czibko, czego Jaromir mógł być pewien, gdyż usłyszał
znaczące siorbnięcie kawą Czibo – Była przekonana, że dostała okres. Gdy usłyszała
płacz dziecka, zapytała czy za dodatkową opłatą możemy dobić.
- To ona była w ciąży? – oczy Jaromira
pięciokrotnie zwiększyły swój rozmiar – Byłem przekonany, iż nażarła się
kluchów, gdyż bardzo lubi kluchy.
- Panie – Pani Renata najwyraźniej, gdyż w
swym tonie była bardzo wyraźna, oburzyła się znacznie – mnie za pierdoły nikt
nie płaci. Chce przyjść, obejrzeć, niech przyjdzie. Szpital św. Waleriana
Bombki. Na Gnojnej – rozłączyła się gwałtownie, azaliż gdyż za pierdoły nikt
jej nie płacił.
Uradowany Jaromir
czym prędzej pobiegł do garażu i jeszcze bardziej czym prędzej zasiadł na swym
motocyklu marki KOMAR oraz pognał do szpitala. Po drodze zatrzymał się w
miejscowym pubie „Z kija Mariana”, ażeby pochwalić się radosną nowiną swym
kolegom, jak również sąsiadom. Wypiwszy z kolegami oraz sąsiadami symboliczne
osiem piw, ponownie czym prędzej zasiadł na swoim motorze marki KOMAR i jeszcze
bardziej czym prędzej ruszył do szpitala. Na okolicznym przejeździe kolejowym
zatrzymał go szlaban. Zatrzymał go równie wymownie, jak to wymownie przerwała z
nim rozmowę Renata Niepókaj. Zatrzymał się na jego głowie. Jaromir Gąbka, choć
bardzo nie chciał, zginął na miejscu, tym samym stając się nieodżałowanej
pamięci Jaromirem Gąbką. Nigdy nie zobaczył swojej córki Kunegundy, choć od
pierwszych chwil swego życia była jego oczkiem w głowie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz