środa, 7 sierpnia 2013

Odcinek 1. Ferst



Kunegunda urodziła się, gdy nie miała nawet roku. Drobne niemowlę ważące niespełna 6,5 kilo, od pierwszych chwil życia było oczkiem w głowie swojego ojca Jaromira Gąbki i wielkim rozczarowaniem swojej matki Bronisławy Gąbki, azaliż gdyż miała być spóźnioną miesiączką. Na miesiączkę, która to miesiączka okazała się Kunegundą, Bronka czekała dziewięć miesięcy. Gdy w końcu miesiączka nadeszła, ku wielkiemu rozczarowaniu Bronisławy, okazała się wyciekiem wód płodowych. Kobieta nie była gotowa na macierzyństwo. Nie chciała zostać matką. Chcąc nie chcąc – została, bo i cóż miała uczynić. Jej nieodżałowanej pamięci mąż ( bo wkrótce stał się nieodżałowanej pamięci mężem ) bardzo entuzjastycznie przyjął wiadomość, że został ojcem. Był upalny letni dzień, kiedy w jego dwupokojowej willi, w malowniczej miejscowości Tumidaj, rozbrzmiał sygnał telefonu jeszcze niekomórkowego. Jaromir – zwany przez proboszcza swej parafii pod wezwaniem Matki Boskiej Trójpalczastej Kazimierza Fircyka Dżeronimo – w pierwszej chwili poczuł lekkie zdenerwowanie, a także podniecenie – Pewnie komornik – pomyślał. Wahał się, ale odebrał telefon jeszcze niekomórkowy:
-    Czy mam przyjemność rozmawiać z Jaromirem Gąbką? – raptownie zapytał tajemniczy głos.
-   Hmmm – zastanowił się Jaromir i czym prędzej odmyślał, że to komornik. Pomyślał nawet, że to na pewno nie jest komornik. Jedyny komornik, którego znał, a znał go dość dobrze, gdyż odwiedzał dom Gąbków tudzież Gąbek średnio 169 razy w roku, w przeciwieństwie do głosu tajemniczego, był głosem młodego katechety – Tak, to ja – rzekł po 20 minutach głębokiego namysłu – Po tej stronie ja, a po drugiej kto? Bo na pewno nie komornik.
-  Renata Niepókaj po tej stronie – odrzekł głos tajemniczy – Pragnę Pana zawiadomić, iż został Pan ojcem.
Serce Jaromira zadrżało dokładnie tak, jak wtedy, gdy dowiedział się, iż jego ojciec Bonawentura Gąbka kupił świetnie prosperujący sklep z rurami odpływowymi „Paszoł won.”
-   Naprawdę??? – zapytał z niedowierzaniem, gdyż niedowierzał – To nieprawdopodobne! Kto jest szczęśliwą matką? – dopytał dla pewności, bo pewnym jednakowoż bardzo dobrze być.
-   Szczęśliwa to ona nie jest – oświadczyła Renata Niepókaj i wzięła łyk kawy Czibko, czego Jaromir mógł być pewien, gdyż usłyszał znaczące siorbnięcie kawą Czibo – Była przekonana, że dostała okres. Gdy usłyszała płacz dziecka, zapytała czy za dodatkową opłatą możemy dobić.
-    To ona była w ciąży? – oczy Jaromira pięciokrotnie zwiększyły swój rozmiar – Byłem przekonany, iż nażarła się kluchów, gdyż bardzo lubi kluchy.
-   Panie – Pani Renata najwyraźniej, gdyż w swym tonie była bardzo wyraźna, oburzyła się znacznie – mnie za pierdoły nikt nie płaci. Chce przyjść, obejrzeć, niech przyjdzie. Szpital św. Waleriana Bombki. Na Gnojnej – rozłączyła się gwałtownie, azaliż gdyż za pierdoły nikt jej nie płacił.
Uradowany Jaromir czym prędzej pobiegł do garażu i jeszcze bardziej czym prędzej zasiadł na swym motocyklu marki KOMAR oraz pognał do szpitala. Po drodze zatrzymał się w miejscowym pubie „Z kija Mariana”, ażeby pochwalić się radosną nowiną swym kolegom, jak również sąsiadom. Wypiwszy z kolegami oraz sąsiadami symboliczne osiem piw, ponownie czym prędzej zasiadł na swoim motorze marki KOMAR i jeszcze bardziej czym prędzej ruszył do szpitala. Na okolicznym przejeździe kolejowym zatrzymał go szlaban. Zatrzymał go równie wymownie, jak to wymownie przerwała z nim rozmowę Renata Niepókaj. Zatrzymał się na jego głowie. Jaromir Gąbka, choć bardzo nie chciał, zginął na miejscu, tym samym stając się nieodżałowanej pamięci Jaromirem Gąbką. Nigdy nie zobaczył swojej córki Kunegundy, choć od pierwszych chwil swego życia była jego oczkiem w głowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz