czwartek, 8 sierpnia 2013

Odcinek 2. Worek cementu



Po śmierci Jaromira Gąbki, jego żona Bronisława Gąbka postanowiła, że nie może dłużej tak żyć. Macierzyństwo ją przytłaczało. Dwa dni po porodzie zrzekła się praw rodzicielskich, a miesiąc później wyjechała do Majami Bicz, azaliż gdyż zawsze marzyła, by zamieszkać w Majami Bicz. Porzucona Kunegunda miała jednak sporo szczęścia. Gdy skończyła pół roku, została adoptowana przez sympatyczne oraz urocze małżeństwo, Tymoteusza i Lesława Kotów. Wychowywana w duchu tolerancji i miłości, a także głębokiej religijności niekatolickiej, Kunegunda wyrosła na wspaniałą kobietę. Kiedy skończyła 20 lat, ważyła tyle, co worek cementu. Nie posiadała też biustu, choć bardzo chciała. Chciała tak bardzo, że adopcyjny ojciec Lesław zakupił dla niej nawet stanik z pusz apem, żeby myślała, że ma. Nie przewidział jednak, że kłamstwo ma krótkie nogi i Kunegunda, mimo ogromnej radości wynikającej z posiadania biustu na ramiączkach, szybko zostanie sprowadzona na ziemię. Jako 20-letnia dziewica, pokochała swego kolegę Ardiana. Pokochała go do tego stopnia, iż postanowiła oddać mu swój wianek, azaliż gdyż rodzice adopcyjni od zawsze powtarzali jej, że wianek należy oddać tylko z miłości. Pewnego pięknego oraz słonecznego dnia, umówiła się z Ardianem na randkę i na randkę umówioną poszła. Poszła daleko, bo aż do ogródków działkowych na szarym końcu jej rodzinnej malowniczej miejscowości Tumidaj. Gdy tam doszła, Ardian był gotów na wszystko, a nawet jeszcze więcej. Rozłożył kanapę, a nawet przyniósł koc – Bo co ma dziewucha marznąć – pomyślał w swej uprzejmości. Porozmawiali o pogodzie, bo podobno jak nie wiadomo o czym rozmawiać, trzeba rozmawiać o pogodzie. Że pogoda była ładna, słoneczna, cudowna, letnia oraz wiosenna, Ardian szybko przystąpił do rozpoczęcia zalotów tudzież umizgów. Kunegunda, jak na dobrze wychowaną pannę przystało, postanowiła stawiać opór. Przeczytała bowiem na stronie internetowej, iż podczas gry wstępnej, kobieta powinna powiedzieć NIE, azaliż gdyż osobnik męski i tak wie, iż NIE znaczy TAK, bo po co, by go wpuszczała do łóżka, gdyby znaczyło NIE. Z zaskoczenia, gdy Ardian wsuwał jej swą męską dłoń pod damską bluzkę rzekła:
-  Nie!
Nim rzekła, Ardian zdążył zedrzeć z niej stanik z pusz apem. Wbił wzrok w nic, które pozostało pod bluzką po zdarciu stanika z pusz apem, poprawił trwałą ondulację, aż w końcu odrzekł, a po barwie głosu jego można było wnosić, iż ma opaskę uciskową na jajczu:
-    To nawet nie ping pongi…Aj hejt ju.
Kunegunda zamarła. Jej oczy błyszczały od łez a włosy stanęły dęba. Nic więcej jej nie stanęło. Ardianowi też nie. Bez słowa obrócił się na pięcie oraz zabrał się i poszedł, zostawiając Kunegundę samotną w jej przeddefloracyjnym żalu.
-    Ojoj – załkała zdruzgotana oraz wzburzona – Czemu on nic nie zrobił? Przecież powiedziałam NIE…

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz